Chrześcijanie są na Wschodzie

Do Indury na Białorusi wyjeżdża o. Marek Gawlik SJ, który do niedawna pracował w parafii Ducha Świętego w Nowym Sączu. Indura położona jest 24 km od Grodna, godzina jazdy pociągiem od przejścia granicznego w Kuźnicy ...

Do Indury na Białorusi wyjeżdża o. Marek Gawlik SJ, który do niedawna pracował w parafii Ducha Świętego w Nowym Sączu. Indura położona jest 24 km od Grodna, godzina jazdy pociągiem od przejścia granicznego w Kuźnicy Białostockiej. Jest tam parafia obsługiwana przez jezuitów z Polski i ok. 3 tys. parfian - ludność okolicznych wiosek - mówi głównie po polsku.

- Będę tam głosił rekolekcje wielkopostne w trzech seriach - mówi o. Gawlik. - Są to rekolekcje o innym charakterze niż u nas. Nie ma nauk stanowych, tylko jest msza święta i dłuższe kazanie. Będę tam do świąt, pomogę także w spowiadaniu.

Ksiądz Marek, jak go nazywały dzieci z parafii Ducha Świętego w Nowym Sączu, dla których odprawiał specjalną mszę w niedzielę ze śpiewem i klaskaniem, ma już pewne doświadczenie w pracy na Wschodzie.
∨ Czytaj dalej



Cały Adwent i Boże Narodzenie spędził w Chmielnickim na Ukrainie (Płoskirów przed wojną), 450 kilometrów od granicy w linii prostej.

Pracuje tam trzech jezuitów. Mają dom na obrzeżach miasta urządzony w dawnej kaplicy cmentarnej, do której dobudowano część mieszkalną.

- Warunki są trudne - mówi o. Gawlik - ale w kontekście sytuacji na Ukrainie, zwłaszcza jeśli chodzi o mieszkańców wiosek, to naprawdę żyjemy tak, jak zwykli ludzie. Jest to nasze świadectwo.

Co mnie zaciekawiło na Ukrainie? To, że jesteśmy tam bardzo ciepło odbierani, jako Polacy kapłani. Polega to na tym, że plebania jest otwarta dla ludzi świeckich. Jak ktoś przyjedzie z Polski, to trochę może go nawet denerwować, bo dzieci biegają po domu i starsi wchodzą kiedy chcą. To bardziej przypomina kościół misyjny, gdzie się jest z tymi ludźmi przez cały czas.

O. Marek Gawlik uważa, że mit polskiej wiary, jakoby 90 proc. społeczeństwa była religijna, co zachwycało zawsze Zachód - przesunął się za wschodnią granicę. Ludzie rzeczywiście garną się do Boga, cieszą się wolnością religijną.

- Jest to naród pokrzywdzony - mówi jezuita. - Naród, który wiele wycierpiał. Wspomnijmy tu szczególnie lata głodu - starsi ludzie jeszcze pamiętają te czasy - czyli rok 1932.

Wspomnijmy okres komuny, gdzie trudno sobie wyobrazić, że za przynależność do Sodalicji Mariańskiej, lub odmawianie różańca groziło zesłanie czy nawet kara śmierci. Tamtejszy proboszcz, o. Tadeusz Sarota SJ zebrał 46 świadectw ludzi, których można dziś zakwalifikować do grona męczenników.

Zobacz koniecznie

przewiń w lewo przewiń w prawo

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij