Wybierz region

Wybierz miasto

    Józek plątał się z nartami

    Autor: Henryk SZEWCZYK

    2001-01-03, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24 źródło: Polska Gazeta Krakowska

    Rozmowa z Janem Smarduchem, wójtem gminy Nowy Targ. - Pochodzi pan z Łopusznej, ukochanej wioski śp. ks. Józefa Tischnera. - On mnie zaraził działalnością społeczną i do tego wciągnał. - Jak to? - Ks.

    Rozmowa z Janem Smarduchem, wójtem gminy Nowy Targ.

    - Pochodzi pan z Łopusznej, ukochanej wioski śp. ks. Józefa Tischnera.

    - On mnie zaraził działalnością społeczną i do tego wciągnał.

    - Jak to?

    - Ks. Tischner był bardzo bliskim znajomym mojego ojca, Leona Smarducha. Zanim Tischnerowie, rodzice późniejszego księdza profesora dostali mieszkanie w szkole, gdzie oboje uczyli, to mieszkali w domu mojego ojca, ponieważ jego siostra, a moja ciotka też uczyła w szkole. Więc cały czas z Tischnerami byliśmy blisko związani, do momentu aż wyjechali do Starego Sącza już na emeryturę. Ale to wcale nie zerwało naszych kontaktów.

    - Co było dalej?

    - Wtedy ks. Tischnerowi zabrakło w Łopusznej domu i Jego matka zwróciła się do rodziny ojca z prośbą, czyby nie mogli znaleźć jakiejś bacówki księdzu w górach, bo Józek ma problemy. Jak z Krakowa idzie na Turbacz, to zjeżdża wieczorem i musi jechać do Starego Sącza, z tymi nartami się pląta po przystankach - mówiła. Mój ojciec powiedział wtedy: ,Nie ma sprawy, my na swojej polanie w Gorcach zrobimy Józkowi bacówkę, jak sobie życzy". I tak się stało. Wybudowaliśmy w roku zdaje się 1973 taki drewniany domek. Ksiądz Tischner wziął sobie znajomych cieśli z Łopusznej, a myśmy mu dali drzewo ze swojego lasu. No i cały czas później jeździł do tej bacówki. U nas trzymał klucze, więc ciągle się wracał do naszego domu, a myśmy czekali na niego z niecierpliwością.

    - Dlaczego?

    - Żeby się dowiedzieć, co się w świecie dzieje. Pierwsze u papieża w Rzymie, a potem jak powstała Solidarność, to nam przywoził wiadomości z Warszawy i Gdańska. Gdy powstawała Solidarność, to ks. Tischner mi mówi: ,Jasiek, trzeba się w to włączyć, trzeba wspierać" i skontaktował mnie z Jaśkiem Antołem i innymi działaczami na Podhalu, którzy uczestniczyli w strajku w Rzeszowie i Ustrzykach. Akurat kończyłem wtedy Studium Ekonomiczne w Zakopanem i wciągnąłem się.

    - Był pan na primicjach księdza Tischnera?

    - Niestety nie byłem, natomiast doskonale pamiętam 25-lecie kapłaństwa, które obchodził w Łopusznej. A najważniejsze, że ks. Tischner dawał mi ślub w 1986 roku. On był jak członek rodziny. Dużo mu zawdzięczamy. Ja i cała społeczność na Podhalu. Zawsze nas odwiedzał, a później zaczął budować dom w Łopusznej, tośmy z okien machali do siebie.

    - Czego się Pan nauczył od ks. Tischnera?

    - Zapamiętałem Go najbardziej jako człowieka, który na każdym kroku chciał pomagać ludziom. Tak było, że jak ksiądz Tischner odprawił mszę w Łopusznej i zabierał się na tę swoją bacówkę w górach, to nieraz szedł przez wieś przez dwie godziny. Jedni Go zatrzymywali, bo chcieli wizę do Ameryki załatwić, inni żeby pomógł znaleźć dobrego lekarza w Krakowie, jeszcze inni, bo syn na studia idzie itd. On to wszystko brał sobie do serca i starał się pomóc jak mógł.

    - Dyskutował pan z ks. Tischnerem?

    - W tematach politycznych, szczególnie w późniejszym okresie, często żeśmy się nie zgadzali, ale ja nie byłem w stanie z ks. Tischnerem podjąć otwartą polemikę. Po prostu miałem za małą wiedzę. Utrzymywałem też kontakt z innym krakowskim filozofem, Mirkiem Dzielskim, słynnym liberałem. Można więc powiedzieć iż miałem to szczęście, że mogłem słuchać Tischnera i Dzielskiego i swoje myśleć.

    Sonda

    Jak często odwiedzasz nasz serwis?

    • jestem pierwszy raz (46%)
    • od czasu do czasu (32%)
    • codziennie (22%)