Niedziela, 21 Marca 2010 Imieniny: Lubomir, Benedykt, Mikołaj Wyślij kartkę Zaloguj się | RSS


NaszeMiasto.pl >> Nowy Sącz >> Wydarzenia >> Lokalne >> Długa historia groźnej drogi do szkoły

Długa historia groźnej drogi do szkoły

Polska Gazeta Krakowska Stanisław Śmierciak

2010-02-08 22:16:55 , Aktualizacja 2010-02-08 22:19:37

W Kadczy (gm. Łącko) na ostrym zakręcie całkowicie ograniczającym widoczność nie ma chodnika ani pobocza drogi. To wyjątkowo niebezpieczne miejsce. Tymczasem codziennie wedrują tamtędy dzieci do i ze szkoły. Na alarm biją rodzice, nauczyciele, policjanci, kierowcy i lokalny samorząd gminy Łącko, a nawet... drogowcy.

Dla dzieci idących do szkoły zakręt to igranie ze śmiercią (© Stanisław Śmierciak)

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij »
W Kadczy (gm. Łącko) na ostrym zakręcie całkowicie ograniczającym widoczność nie ma chodnika ani pobocza drogi. To wyjątkowo niebezpieczne miejsce. Tymczasem codziennie wedrują tamtędy dzieci do i ze szkoły. Na alarm biją rodzice, nauczyciele, policjanci, kierowcy i lokalny samorząd gminy Łącko, a nawet... drogowcy.


Droga, która prowadzi przez Kadczę, to główny szlak komunikacyjny, biegnący doliną Dunajca. Prowadzi od Nowego Sącza do Krościenka, a dalej do Szczawnicy w jedną stronę, a w drugą do Nowego Targu i Zakopanego.


- W tym miejscu nie ma jak przebudować szosy - tłumaczy Grzegorz Stech, dyrektor Wojewódzkiego Zarządu Dróg w Krakowie. - Z jednej strony głębokie koryto Dunajca z urwistym brzegiem, a raczej zastępującym go murem oporowym. Z drugiej stary, drewniany dom, którego nie ma jak ruszyć. Chcemy kupić ten budynek wraz z działką, ale od kilkudziesięciu lat nie ma na to zgody właścicieli. Jest nawet problem z ich ustaleniem.


Piotr Mazanek, naczelnik Wydział Geodezji w Zarządzie Dróg Wojewódzkich i Franciszek Młynarczyk, wójt gminy Łącko, sprawę drewnianego budynku w Kadczy znają jak przysłowiową własną kieszeń.


Właściciel domu-zwalidrogi w Kadczy wyjechał do USA w latach 30. minionego wieku i tam zmarł dawno temu. Również jego syn zmarł w USA.
Jedna z osób teoretycznie mających prawo do dziedziczenia domu w Kadczy także mieszka w USA, ale wyznaczyła pełnomocnika do reprezentowania swoich interesów w Polsce.


Z pełnomocnikiem nie udało się nam wczoraj skontaktować. Podobno jest jeszcze dwóch bądź trzech innych spadkobierców, ale o nich niczego konkretnego nie wiadomo. Trwa sądowe wyprowadzanie wpisów w księgach wieczystych.
Sąd bada teraz wszystkie okoliczności i ślady mogące doprowadzić do ewentulnych spadkobierców, by uszanować święte porawo własności, a tymczasem droga zwężona przez ów dom budzi grozę.


- Chcemy ten dom kupić wraz z działką, na której go zbudowano - tłumaczy naczelnik Piotr Mazanek z Zarządu Dróg Wojewódzkich w Krakowie. - Gdy jednak nie ma z kim rozmawiać o sprzedaży, to nie można nawet zlecić biegłemu wyceny tej majętności. Wygląda, że do szczęśliwego finału najpewniej jeszcze daleko.
Sprawa z Kadczy przypomina nieco tę z filmu "Sami swoi". Tam chodziło o miedzę. Tutaj o zaledwie trzy ary.


- W gminie ceny gruntów są bardzo zróżnicowanie - mówi Franciszek Młynarczyk wójt Łącka. -Można kupić ar za dwa tysiące złotych, ale bywa, że za taki sam kawałek ziemi trzeba wyłożyć nawet dziesięć tysięcy.


Wójt Młynarczyk ujawnia, że sprawę domu, który powoduje zwężenie drogi, komplikuje dodatkowo jeszcze inne kwestia. Skrawki posesji pozajmowali sąsiedzi, a przecież ewentualni spadkobiercy mogą wysunąć roszczenia finansowe w stosunku do nich. I sprawa się dalej przeciągnie.


- To niemal cud, że zakręt przy starym domu nie zebrał dotąd śmiertelnego żniwa - mówi jeden z sąsiadów. - Igranie z losem nie może bezkarnie trwać w nieskończoność. Tu chodzi o życie dzieci. Zimą staramy się je chronić w miarę swoich możliwości. Usuwamy śnieg z półmetrowego przesmyku między domem i barierką przy jezdni, gdy zasypują je pługi czyszczące drogę. A gdyby tak auto uderzyło w te barierki, gdy idą tam dzieci...
strona: 1 z 1

regulamin

ZOBACZ KONIECZNIE

przewiń w lewo przewiń w prawo