Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Gdyby Mysłowice rozpadły się, powiat bieruńsko-lędziński nie byłby już najmniejszy

Monika Chruścińska
archiwum
Osiem południowych dzielnic może dołączyć do małego, ale bogatego powiatu bieruńsko-lędzińskiego.

Mieszkańcy ośmiu południowych dzielnic Mysłowic najchętniej zamieniliby swoje miasto na nowy powiat. A najbliżej im, zdaniem prof. Czesława Martysza, specjalisty z zakresu prawa samorządowego, do powiatu bieruńsko-lędzińskiego, obecnie najmniejszego powiatu ziemskiego w województwie śląskim. Bernard Bednorz, jego starosta, zapowiada, że mysłowickich secesjonistów przyjmie z otwartymi ramionami. Bo mały powiat, jego zdaniem, oznacza same zalety. Sprawdziliśmy, gdzie żyje się lepiej i łatwiej, porównując najmniejszy (bieruńsko-lędziński) i największy (częstochowski) terytorialnie powiat w województwie.

Mysłowice: Mieszkańcy ośmiu dzielnic chcą się odłączyć i stworzyć powiat mysłowicki

Dziś w powiecie bieruńsko-lędzińskim mieszka niespełna 57 tysięcy mieszkańców. Gdy powstawał, miał 1,5 tysiąca ludzi mniej. Budżet też urósł z 9,5 mln zł do aż 40 mln zł (tegoroczny wynosi 65 mln zł razem z pieniędzmi na usuwanie skutków powodzi) i tylko powierzchnia została ta sama - 157 km kw. Powiat tworzy pięć gmin, z czego dwie: Chełm Śląski i Imielin to dawne dzielnice Mysłowic. W powiecie są dwie kopalnie, które są dużymi zakładami pracy. Dzięki temu bezrobocie jest najniższe w całym województwie śląskim - wynosi 5,8 proc. Jednostka nie ma żadnego szpitala na utrzymaniu, ma za to ok. 100 km dróg gładkich jak stół. Budowany jest trzeci "Orlik". Gdyby do powiatu bieruńsko-lędzińskiego włączono osiem południowych dzielnic Mysłowic, miałby ponad 23 tys. mieszkańców więcej i kilkadziesiąt dodatkowych kilometrów kwadratowych.

Powiat częstochowski jest co prawda ponad dziewięć razy większy od bieruńsko-lędzińskiego, ale i życie jest tu trudniejsze. Duże zakłady pracy upadły, stopa bezrobocia na koniec marca sięgnęła 19,5 procent (dla województwa śląskiego wynosi 11 procent), a tegoroczny budżet wynosi 76,5 mln zł.

Podział Mysłowic. Eugeniusz Starzak: Płacimy i nic w zamian


Rozmowa z Bernardem Bednorzem, starostą powiatu bieruńsko-lędzińskiego, najmniejszego w woj. śląskim

Mieszkańcy mają szczęście, że w powiecie są dwie kopalnie i ani jednego szpitala, który zadłuża się i generuje straty.

Kopalnie "Piast" i "Ziemowit" to nasz wielki atut, jeśli chodzi o możliwość zaspokajania potrzeb na rynku pracy, ale też uciążliwość, bo cały powiat jest narażony na negatywne skutki eksploatacji górniczej. Niemniej jednak Kompania Węglowa, do której kopalnie należą, usuwa je na bieżąco i co roku wydaje na ten cel kilkanaście milionów złotych. Brak szpitala, owszem, daje nam przewagę nad tymi powiatami, które mają takie obciążenia.

Są jakieś wady?
Nie mamy też innych instytucji. Korzystając z uprzejmości Tychów, mamy wspólny urząd pracy i urząd skarbowy. Jesteśmy małym powiatem, nie stać nas też na samodzielne utrzymanie zawodowej straży pożarnej. Chcieliśmy otworzyć wydział ksiąg wieczystych sądu, ale ruch w tym zakresie na naszym obszarze zdołałby pokryć pół etatu sędziego.

Dlatego przyjąłby pan dzielnice Mysłowic?
Muszę dbać o to, aby powiat się rozwijał. Liczba mieszkańców i powierzchnia są wyznacznikami pozycji i ważności.

Łatwiej rządzi się małym powiatem?
Rządzi się tak samo jak dużym, ale lepiej się znamy.

Not.: MCH

Rozmowa z Januszem Krakowianem, zastępcą starosty powiatu częstochowskiego, największego w Śląskiem

Powiat częstochowski boryka się z wieloma problemami. Czy takim powiatem zarządza się przez to trudniej?
Myślę, że nie. Wszystkie po-wiaty realizują te same zadania. Zakłady pracy są, owszem, bardzo ważne, ale istotna jest również liczba mieszkańców. Uważam, że powiaty powinny być duże. Im więcej mieszkańców, tym mniej kosztuje podatników utrzymanie administracji, bo więcej podatków odprowadzają. Duży może więcej. Choć, jak na tak rozległy powiat, nasze 130 tys. mieszkańców to i tak mało.

Są jakieś minusy zarządzania dużym powiatem?
Kłopotem jest utrzymanie dróg. Mamy 576 km dróg powiatowych, czyli tyle, ile Częstochowa, a budżet dziesięciokrotnie mniejszy. Do tego nie wszystkie z nich powinny być drogami powiatowymi. Samorządy dużo dokładają do oświaty, a my niekoniecznie. Mamy trzy szkoły ponadgimnazjalne i to wystarczy, bo młodzież chętniej wybiera szkoły w Częstochowie.

Sąsiedztwo dużego miasta nie przekłada się na stopę bezrobocia...

Wraz z kopalniami rud zniknęły miejsca pracy. Częstochowa była dużym ośrodkiem przemysłu i usług, ale też podupada i to się przekłada, niestety, na cały region.

Not.: MCH

Polub nas!Chcesz być na bieżąco z tym co dzieje się w Mysłowicach? Polub nas na Facebooku i trzymaj rękę na pulsie!


*Nowy taryfikator mandatów SPRAWDŹ, ZA CO GROŻĄ WYŻSZE KARY
*Sprawa Madzi z Sosnowca - ustalenia prokuratorów, zeznania rodziców, wielka ucieczka Katarzyny W.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Otwarcie sezonu motocyklowego na Jasnej Górze

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na myslowice.naszemiasto.pl Nasze Miasto