80 tysięcy dziennych zakażeń koronawirusem? Według ekspertów za miesiąc to całkiem możliwe

Redakcja
W listopadzie może dojść do nawet 80 tysięcy dziennych zakażeń koronawirusem
W listopadzie może dojść do nawet 80 tysięcy dziennych zakażeń koronawirusem Fot. Tomasz Hołod
Liczba osób zakażonych koronawirusem wciąż wzrasta. W październiku może dojść do 10 tysięcy zachorowań dziennie, a za miesiąc aż do 80 tysięcy. - Tracimy w tej chwili trochę kontrolę nad rozwojem epidemii - mówi dr Jakub Zieliński z Zespołu Modelu Epidemiologicznego ICM Uniwersytetu Warszawskiego.

FLESZ - Cała Polska w strefie żółtej

Szkoły największym źródłem zakażeń w Polsce

Z dnia na dzień liczba osób zakażonych koronawirusem w Polsce wzrasta. Według najnowszych danych to szkoły są największym źródłem zakażeń, które tak naprawdę nie są identyfikowane. Jak tłumaczy dr Jakub Zieliński z Zespołu Modelu Epidemiologicznego ICM Uniwersytetu Warszawskiego

- Z naszego modelu wynika, że to w znacznej mierze dzieci są głównym czynnikiem, który obecnie wpływa na rozprzestrzenianie koronawirusa. Wiemy, ile w gminach jest szkół. Nasz model pokazuje, że szkoły są tak naprawdę "złośliwymi" ogniskami zakażenia. Dzieci zakażają rodziców i dziadków. I nagle gdzieś indziej ten wirus wybucha i nikt nie wiąże tego z tym, że zakażenie mogło wyjść ze szkoły.

Ponadto okazuje się, że tylko w jednej trzeciej udaje się zdiagnozować zakażenia i poznać ich źródło.

10 tysięcy dziennych zakażeń w październiku. Za miesiąc nawet 80 tysięcy

Eksperci podkreślają także, że jedynie 3 osoby na 100 badanych otrzymują wyniki dodatnie. Wskaźnik trafności testów wynosi więc ok. 3 procent, podczas gdy osób zakażonych koronawirusem może być aż dziesięć razy więcej niż pokazują to oficjalne dane. Jak zapowiadają eksperci, w październiku liczba zakażeń może dochodzić nawet do 10 tysięcy na dobę.

- Gorsze jest to, że przed wrześniem, gdy dzieci poszły do szkoły, liczba zgonów wynosiła około 10 lub kilkanaście na dobę. To stanowiło około 1 proc. wszystkich zgonów, których dziennie notuje się w Polsce około 1 tys., co nie było gigantycznym obciążeniem dla ochrony zdrowia. Ale jeśli nastąpi w ciągu miesiąca czterokrotny wzrost zgonów, wobec tego, co widzimy teraz, to dojdziemy do granicy wydolności systemu. Oznacza to też, że w listopadzie, grudniu dziennych zgonów z powodu COVID-19 mogłoby być około 1 tys. Oczywiście do tego nie dojdzie, bo pewnie resort zdrowia będzie reagować - twierdzi dr Zieliński.

Według najmniej optymistycznych prognoz, jeśli obecnie dane są prawie dziesięciokrotnie zaniżane, to za miesiąc może być nawet 80 tysięcy dziennych zakażeń.

Od zakażenia do diagnozy mija kilka dni, więc nasz obraz epidemii jest już nieco nieaktualny. Kolejna "generacja" chorych pojawia się mniej więcej po tygodniu i jest półtora razy większa od poprzedniej. Obecnie, po około 12 dniach, liczba chorych jest już dwukrotnie większa. Dziennie stwierdzamy ponad 2 tys. nowych przypadków, ale to oznacza, że faktycznie jest ich ponad 20 tys., a to z kolei oznacza, że za miesiąc będzie ich 80 tys.

Zakażona osoba zaraża maksymalnie 2 osoby

Dr Jakub Zieliński twierdzi, że wskaźnik reprodukcji jest w Polsce dość wiarygodny, jednak mocno wrażliwy na wahania danych.

- Gdy nagle pojawia się jakieś ognisko, potem gwałtowanie liczba zakażeń spada, więc ten wskaźnik może nie odzwierciedlać faktycznej sytuacji. Jeśli jednak jest brana pod uwagę średnia z określonego okresu, to jest ona wiarygodna. W Polsce raczej ten wskaźnik utrzymuje się na stabilnym poziomie, ale jeśli chodzi o województwa, to raz ma wartość np. 2, a następnego dnia spada do 1. Jeśli województwo jest małe, wystarczy kilka nowych zakażeń i ten wskaźnik mocno wzrasta.

Dodatkowo problem polega na tym, że weekendowe zakażenia oraz zgony raportowane są z dwudniowym opóźnieniem. Wówczas statystyki tracą nieco na wiarygodności.

Przy 20 procentach ozdrowieńców społeczeństwo nabierze odporności

Najnowsze analizy wykazują, że przy 20 proc. populacji, która przeszła zakażenie, społeczeństwo zacznie nabierać odporności. Stanie się to na terenie całej Polski, gdyż ogniska zakażeń są niemal wszędzie.

- Nie jest tak, że mamy jedno ognisko lub efekt falowy, gdy epidemia przesuwa się na przykład z zachodu na wschód. Często jest tak, że występuje w dużych miastach, gdzie są lotniska, a potem pojawia się w mniejszych. W tej chwili zakażenia są obecne wszędzie.

"Tracimy kontrolę nad epidemią"

Zanim jednak społeczeństwo nabierze odporności, będziemy musieli zmierzyć się z kolejnym problemem, a mianowicie z utratą kontroli nad rozwojem epidemii koronawirusa.

Rośnie też odsetek pozytywnych próbek, co oznacza, że liczba chorych rośnie szybciej niż liczba wykonywanych testów. Niestety tak to teraz wygląda, że trochę tracimy kontrolę nad epidemią

- komentuje dr Zieliński.

Zwraca także uwagę na izolację, noszenie maseczek, dezynfekcję oraz zachowanie możliwego dystansu, aby ograniczyć rozwój pandemii. - (...) Ale wiadomo, jak to wygląda w społeczeństwie. Dlatego właśnie epidemia się rozwija – podsumował.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Michał Moś

To nie tylko możliwe, ale to pewne. Jesteśmy tak głupim narodem, że niestety nie jesteśmy w stanie przedłożyć rozsądku nad swego rodzaju popędem w kierunku pewnych rodzajów świętowania. Co tam koronawirus...ważne są imieniny, urodziny, trzeba się spotkać na grobach, a że następna może być moja babcia, córka...pal licho. Niech zdycha. My musimy jechać na Wszystkich Świętych. To jest takie polskie myślenie.

Dodaj ogłoszenie