Alicja Podgórni z Mszany Dolnej z lekarzami z Krakowa chce pomóc szpitalowi w Katondwe

Krystyna Trzupek
Krystyna Trzupek
O trudnej misji w Katondwe (Zambia) i pomocy dla tamtejszego szpitala rozmawiam z Alicją Podgórni - uczestniczką wyjazdu, wolontariuszką, fizjoterapeutką z Mszany Dolnej.

W Zambii jest wysoka śmiertelność?
W Afryce nie ma czegoś takiego jak statystyka. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jaka liczba dzieci w wieku 0-3 umiera na malarię, czy jaka liczba dzieci do 10 roku życia ginie w wyniku ataku dzikich zwierząt. Jedno jest pewne, śmiertelność jest duża. Nie ma chociażby podstawowych szczepień ochronnych, takich jak w Polsce, zwykłe zakażenia hemofilus influenzae, czy odrą zbierają ogromne żniwo, czego w Polsce nie obserwujemy, bo dzieci są szczepione. Najwięcej dzieci umiera na malarię, spora część w wyniku kontaktu z jadowitymi, bądź dzikimi zwierzętami. Bardzo duża śmiertelność dotyczy także poparzeń. Wynikają one najczęściej z tego, że głodne dziecko ściąga na siebie garnek z gotującą się nshimą, która po prostu przykleja się do ciała.

Katondwe to jedyny szpital w promieniu 300 km. Jak funkcjonuje?
Szpitale w Afryce w niczym nie przypominają szpitali polskich. Nie ma klasycznego podziału obowiązków wynikającego z posiadanych przez lekarzy specjalizacji. Dla przykładu pediatra musi również operować, jeśli jest taka potrzeba. Szpital leczy choroby zakaźne, takie jak HIV, gruźlica, czy trąd… Tak trąd nadal istnieje i pomimo tego, że mamy możliwość jego skutecznego leczenia, w Afryce brakuje niezbędnych leków. Szpital zajmuje się również ginekologią, położnictwem, chirurgią i chorobami wewnętrznymi.

Kto go finansuje?
Placówka funkcjonuje dzięki datkom ludzi dobrej woli. Jest bardzo ubogo wyposażona, brakuje podstawowego sprzętu medycznego. Personel miejscowy to w większości pielęgniarki i położne. Na stałe jest tam tylko jeden lekarz: Polka, siostra Mirosława Góra. Z powodu podeszłego wieku nie jest w stanie wykonywać już wielogodzinnych operacji, stąd niezbędna jest pomoc z zewnątrz.

Tamtejszy rząd pomaga?
Placówka jest dofinansowywana przez rząd, natomiast środki wystarczają jedynie na zakup paliwa do generatora prądu (na 2 godziny dziennie).

Największe potrzeby szpitala?
Są bardzo duże. Począwszy od leków, głównie na nadciśnienie, antybiotyków, płynów infuzyjnych, przez podstawowe środki opatrunkowe i narzędzia diagnostyczne, kończąc na wykwalifikowanym personelu medycznym, którego brakuje najbardziej.

Kto najczęściej trafia do szpitala?
Pacjenci z powodu malarii, chorób zakaźnych i pasożytniczych. Częste są także liczne urazy (upadki z wysokości), ataki dzikich zwierząt, głównie hipopotamów i krokodyli. Sporą część pacjentów stanowią także ciężarne kobiety, które często wymagają rozwiązania poprzez cesarskie cięcie.

Gdzie szpital zaopatruje się w leki? Dużo jest aptek w Katondwe?
Pacjenci mają olbrzymi problem z dostępnością do leków. Aptek jakie znamy w Polsce w Zambii praktycznie nie ma. Znajdują się one wyłącznie w szpitalach. Osoby wymagające przewlekłego leczenia muszą systematycznie zgłaszać się po odbiór leków do szpitala. Placówka zaopatrywana jest przez rząd w podstawowe lekarstwa, jednak nie są to wystarczające ilości. Jeśli lekarstwa zostaną w ogóle dowiezione do szpitala, to bardzo szybko zaczyna ich brakować. Siostry są zatem zmuszone, by pozostałe leki importować. Najczęściej pochodzą one z Chin.

300 km do najbliższego szpitala to kawał drogi. Jak radzą sobie mieszkańcy z dotarciem do placówki w przypadku choroby, wypadku? Domyślałam się, że nie wszyscy mają czym dojechać?
W Zambii praktycznie nie istnieje coś takiego jak transport publiczny. Nie jest tak jak w Polsce, że można przyjść na przystanek, a o określonej godzinie przyjedzie autobus i przewiezie nas z punktu A do punktu B. Ludzie idą na piechotę. Czasem próbują łapać okazję, ale samochód można spotkać bardzo rzadko. Nieraz trzeba przejść więcej niż kilkaset kilometrów na piechotę, by otrzymać pomoc dla dziecka, a w przypadku malarii często jest już niestety za późno.

A kobiety w ciąży? One muszą na czas otrzymać pomoc medyczną
Rzeczywistość niestety jest bardzo brutalna. Porody odbywają się nie tylko w szpitalach, ponieważ nie zawsze udaje się dotrzeć na czas. Jeśli nie ma czym dojechać do szpitala, to nie ma znaczenia czy jest to kobieta w ciąży, dziecko, czy osoba dorosła, każde z nich ma dokładnie taki sam problem.

Koronawirus zebrał duże żniwo wśród mieszkańców?
Jak już wspominałam, statystyka w Afryce nie istnieje, natomiast sytuacja o dziwo wygląda o wiele lepiej niż w Polsce. Wynika to głównie z tego, iż ludzie żyją tam w małych skupiskach i praktycznie nie migrują, a transport zbiorowy nie istnieje.

Mają dostęp do szczepionek?
Jest mocno ograniczony. W Afryce polityka walki z pandemią wygląda inaczej niż w pozostałych państwach, dla przykładu w Tanzanii rząd ogłosił, iż koronawirusa można skutecznie wyleczyć modlitwą i postem.

Z czego żyją mieszkańcy Katondwe?
W Zambii przemysł praktycznie nie istnieje. Zdecydowana większość ma co włożyć do ust wyłącznie, gdy sama to sobie zasadzi i wyhoduje. Jest to najczęściej ryż lub kukurydza. Wystarcza to zazwyczaj na jeden skromny posiłek dziennie. Kwitnie również ,,handel" polegający na tym, by tą samą rzecz kupić odrobinę taniej i sprzedać niewiele drożej.

Skąd pomysł na wyjazd i wolontariat w Zambii?
Wolontariusze wspomagają swoją pracą Katondwe od 2015 roku. Pieczę nad tym sprawuje Fundacja ,,Pod Skrzydłami” założona przez lekarza, który pojechał tam po raz pierwszy w 2015 roku. Obecnie w akcję angażuje się coraz więcej osób. Miałam przyjemność poznać wolontariuszy fundacji, szczególnie w pamięć zapadły mi słowa, że aby zrobić coś dobrego wystarczy niewiele: wystarczy chcieć. I tak chcenie przerodziło się w działanie. W związku z wykonywanym zawodem fizjoterapeuty dołączyłam do zespołu ortopedów i anestezjologów.

Na czym będzie polegała misja?
Celem naszego wyjazdu jest pomoc osobom cierpiącym z powodu wad wrodzonych i powikłań pourazowych narządu ruchu. Wykonamy jak największą ilość zabiegów operacyjnych, przywracających sprawność, w szczególności dzieciom. Swoją wiedzą i umiejętnościami będziemy także dzielić się z personelem medycznym, tak aby nasza praca miała kontynuację w przyszłości. Moim zadaniem będzie fizjoterapia przed i pooperacyjna, tak, by efekty naszej pracy były jak najlepsze.

Na długo wyjeżdżacie?
System wizowy umożliwia nam wjazd do Zambii na okres wyłącznie 1 miesiąca, podejmujemy starania, aby okres ten wydłużyć.

Praca w Katondwe jest obarczona ryzykiem?
Do największych zagrożeń należą choroby zakaźne, w tym HIV. Obawiam się również jadowitych i dzikich zwierząt.

Jak można pomóc?
Zakres naszej pomocy, w szczególności ilość wykonanych zabiegów zależny jest bezpośrednio od ilości sprzętu ortopedycznego jaki uda nam się ze sobą zabrać, w szczególności potrzebne nam są implanty do zespoleń kostnych. Każda dodatkowa blaszka czy śrubka, którą zakupimy stwarza szansę na pomoc kolejnemu dziecku. W tym miejscu apel do wszystkich Państwa: jeśli możecie, dołóżcie też swoją cegiełkę. Środki można przekazać na portalu polakpotrafi, za pośrednictwem formularza na stronie www.nzozfps.pl oraz bezpośrednio na nr konta fundacji: Fundacja Pod Skrzydłami 30-698 Kraków ul. Matematyków Krakowskich 122a; nr rach. PL 76 2530 0008 2062 1038 7424 0001 (dla przelewów z zagranicy) Kod SWIFT NESBPLPW

Polska szczepionka prawie gotowa

Wideo

Materiał oryginalny: Alicja Podgórni z Mszany Dolnej z lekarzami z Krakowa chce pomóc szpitalowi w Katondwe - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie