18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Nawojowa. Koń Bartek konał w męczarniach. Miał odleżyny i potwornie cierpiał. Był pod opieką gminy i gospodarza

Joanna Mrozek
Joanna Mrozek
Zdjęcie sprzed roku. Koń Bartek uciekł wtedy od właściciela i konał na trawniku. Uratowali go mieszkańcy. Jak doszło do tego, że teraz skonał w męczarniach?
Zdjęcie sprzed roku. Koń Bartek uciekł wtedy od właściciela i konał na trawniku. Uratowali go mieszkańcy. Jak doszło do tego, że teraz skonał w męczarniach?
Udostępnij:
Koń Bartek, który w zeszłym roku resztkami sił zdołał uciec od swojego właściciela i trafił na posesje pani Haliny z Nawojowej, miał szansę na dożycie spokojnej starości w nowym domu. Niestety umierał w męczarniach i to pod opieką gminy. W sprawie zamęczonego na śmierć konia interweniowało wcześniej TOZ oddział w Krynicy-Zdrój. Teraz złożyło zawiadomienie do prokuratury. Uwaga: drastyczne zdjęcia.

Historia konia Bartka poruszyła naszych Czytelników. Zwierzę, które miało trafić do rzeźni, zdołało resztkami sił uciec od swojego właściciela. Dotarło na posesję przypadkowej rodziny z Nawojowej, a tam otrzymało pomoc. Sprawę w 2021 roku nagłośniło Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce z oddziału w Krynicy-Zdroju, które złożyło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa znęcania się nad koniem przez jego właściciela. Prokuratura Rejonowa w Nowym Sączu nadal prowadzi postępowanie w tej sprawie, a Towarzystwo wykonuje uprawnienia pokrzywdzonego oraz działa w charakterze oskarżyciela posiłkowego.

Wówczas decyzją wójta gminy Nawojowa Stanisława Kiełbasy koń został czasowo odebrany właścicielowi i przekazany do gospodarstwa, gdzie miał otrzymać niezbędną opiekę. Wydawałoby się, że ta historia będzie miała szczęśliwe zakończenie. Tak się jednak nie stało. Dowodem na to mogą być relacje z jego ostatnich chwil życie.

Umierał w męczarniach

9 maja 2022 roku wieczorem inspektorzy TOZ w Krynicy-Zdrój otrzymali zgłoszenie w sprawie konia. Tym razem dotyczyło tego, że może być zagrożenie zdrowia lub życia zwierzęcia. Następnego dnia inspektor Sylwia Śliwa udała się na interwencję wraz z podkuwaczem (jako fachowcem), który przyjechał z okolic Nowego Targu. Wcześniej poprosiła o asystę funkcjonariuszy policji. O udział w interwencji zostali poproszeni także pracownicy Urzędu Gminy Nawojowa.

Inspektor przez kilka godzin od zgłoszenia czekała na przyjazd policji oraz pracowników. Podejrzewała, że za bramą umiera koń, chciała go ratować, ale nie została wpuszczona. Stała tam bezsilna. Według relacji inspektor, pracownicy gminy byli wcześniej na terenie gospodarstwa i nie reagowali na tragiczny stan zwierzęcia.

- W czasie wywiadu właściciel gospodarstwa przyznał, że koń od trzech dni leży i nie wstaje. Zapytany czy u konia był weterynarz i go badał, odpowiedział, że nie. Zapytany czy zostali powiadomieni pracownicy urzędu gminy o tym, że koń od trzech dni leży? Powiedział, że pracownicy urzędu gminy są powiadomieni i wiedzieli w jakim stanie jest koń - relacjonuje Sylwia Śliwa, inspektor TOZ w Krynicy-Zdrój.

Po tych informacjach na miejsce został wezwany Powiatowy Lekarz Weterynarii z Nowego Sącza. Inspektor kilkukrotnie dzwoniła do urzędu gminy na policję oraz do weterynarzy. Mimo, że na miejsce przyjechali funkcjonariusze oraz trzech pracowników gminy inspektor nie została wpuszczona do konia. Dopiero po przejeździe Powiatowego Lekarza Weterynarii z Nowego Sącza, który został wezwany przez Towarzystwo, urząd gminy oraz właściciel gospodarstwa pozwolili przeprowadzić interwencję. W stajni zobaczyli leżącego konia.

- Koń bardzo ciężko oddychał, nie mógł wstać, był chudy, miał obrzękniętą prawą stronę ciała, przerośnięte kopyta. Prawa strona ciała była bardzo mocno obrzęknięta, ujawniono liczne bardzo duże odleżyny. Część odleżyn była z czarną tkanką martwiczą, które cuchnęły - relacjonuje inspektor TOZ, która nie kryje emocji.

Na miejsce zostali wezwani policjanci z Wydziału Kryminalnego Policji, gdyż w ocenie inspektor oraz weterynarza zachodziło podejrzenie popełnienia przestępstwa. O sprawie została powiadomiona Prokuratura Rejonowa w Nowym Sączu. Stan konia był dramatyczny, zwierzę konało w stajni. Po przyjeździe lekarza weterynarii klinicysty, który zbadał zwierzę. Bartek został poddany eutanazji. Towarzystwo wnioskowało o przeprowadzenie sekcji zwłok konia. Zostało również złożone zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

- W tym postępowaniu nasze Towarzystwo będzie wykonywać uprawnienia pokrzywdzonego oraz będzie działać w charakterze oskarżyciela posiłkowego - mówi Sylwia Śliwa.

Bartek miał szansę na dom

Pani Halina, która od samego początku poczuła więź z koniem robiła wszystko co mogła, aby zwierzę miało godną starość, nie kryje rozgoryczenia. Przyznaje, że od zeszłego roku tymczasowy właściciel uniemożliwiał jej i córkom kontakt z koniem, od miesięcy go nie widziały.

- Koń w ciągu paru godzin się do nas przywiązał, na początku do niego jeździłyśmy, ale potem za każdym razem słyszałam, że właściciela nie ma w domu. Doprowadzili tego konia do takiego stanu, że jedynym dla niego ratunkiem był zastrzyk. Każda osoba, która była odpowiedzialna za stan konia, odpowie za każdą sekundę jego mąk - mówi nam pani Halina z Nawojowej.

Nasza rozmówczyni cały czas była w kontakcie z Sylwią Śliwą. Już po pierwszej interwencji udało im się znaleźć dla Bartka dom. Niedoszli właściciele wybudowali dla niego piękną stajnię, miał tam ogrodzone pastwisko i ludzi, którym tak jak wspomnianym kobietom leżało na sercu dobro zwierzęcia. Niestety mimo wielu starań nie udało się im przejąć opieki nad koniem, Towarzystwo chciało także odkupić konia, to też nie przyniosło skutku.

- Nie mogę sobie tego podarować. Robiłam wszystko, żeby ostatnie lata życia Bartka były wspaniale, a on umarł w męczarniach. Tych, którzy się do tego przyczynili nie można nazwać ludźmi - dodaje wyraźnie przejęta mieszkanka Nawojowej.

Stanisław Kiełbasa nie chce komentować sprawy, w chwili, kiedy interwencja miała miejsce przebywał na zwolnieniu. Osobą, która doglądała konia był pracownik gminy Mariusz Lelito, który przyznaje, że koń był stary i z każdym miesiącem słabł.

- Od samego początku koń był w złej kondycji. Miał bardzo warunki u gospodarza, który bardzo się starał i dbał o niego. Koń jeszcze przed tą interwencją tak nie cierpiał, był u niego lekarz weterynarii. Jak pojawiał się jakiś niepokojący objaw to wzywaliśmy lekarza. Za każdym razem jak tam był ten koń praktycznie stał, raz tylko zdarzyło się, że leżał - mówi nam Mariusz Lelito, pracownik referatu inwestycji, budownictwa i ochrony środowiska Urzędu Gminy w Nawojowej.

Zapytaliśmy pracownika gminy, skąd wzięły się zatem odleżyny, które nie wyglądały na trzydniowe rany? Ze względu na to, że sprawa została przekazana do prokuratury nie chciał nic więcej w tej sprawie nam powiedzieć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Witold Waszczykowski o stałej obecności armii USA w Polsce

Wideo

Materiał oryginalny: Nawojowa. Koń Bartek konał w męczarniach. Miał odleżyny i potwornie cierpiał. Był pod opieką gminy i gospodarza - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie