Maszkowice. Seans na kozetce pełnej pszczół [ZDJĘCIA]

Alicja Fałek
Jan Borzęcki skonstruował budkę na sześciu ulach. W środku są dwa łóżka, a pod nimi pszczoły. Podobno bzyczenie pomaga walczyć z depresją, a zapach powietrza z ula ułatwia oddychanie.

Na niewielkiej górce w Maszkowicach, ponad łąką usianą kilkudziesięcioma ulami, stoi niewielki drewniany domek. Jego ściany zdobią kolorowe malunki, a rolę fundamentów spełnia sześć uli. To domek do apiterapii, który samodzielnie wykonał pszczelarz Jan Borzęcki. Z dumą podkreśla, że był pierwszy w Polsce.

- Takie domki stają się coraz popularniejsze. Ręki nie dam sobie uciąć, że to wciąż jedyny egzemplarz w kraju - żartuje pan Jan. - Ale na Sądecczyźnie na pewno. Niektórzy słysząc o nim pukają się w czoło. Nie wierzą, że samo przebywanie z pszczołami może mieć wpływ na poprawę naszego zdrowia. Ja sam na początku w to nie wierzyłem, póki nie spróbowałem.

Otwarty na nowinki

Miłości do pszczół Jana Borzęckiego nauczyli dziadek i tata. Obaj mieli własne pasieki. Jan własną założył dopiero 15 lat temu. Wcześniej był budowlańcem.

- Te pszczoły były mi chyba pisane. Zaczęło się od kilku uli, a przez lata dochodziły kolejne - opowiada Jan Borzęcki.
Teraz prowadzi trzy pasieki. Jedną w Przysietnicy, w której mieszka, drugą w Brzynie, a trzecią w Maszkowicach. Ma w sumie 80 uli, a w każdym w sezonie około 80 tys. pszczół. Wytwarza produkty ekologiczne. Jego pszczoły znoszą nektar z górskich pól i lasów. Z nich powstają miody z przewagą mniszka lekarskiego, lipy oraz spadziowe. Oprócz tego wytwarza propolis, mleczko i pył. Hoduje także pszczele rodziny na sprzedaż.

- Pasją zaraziłam się od męża, choć początkowo strasznie się bałam pszczół. Przecież ich ukąszenie w niektórych przypadkach może skończyć się nawet śmiercią - wyznaje Władysława Borzęcka. - Pszczół już się nie boję. Wiem, że to pożyteczne owady - dodaje.

Jan do ukąszeń jest przyzwyczajony. Bywa, że zaatakuje go nawet i 20 pszczół. Ale to go nie zniechęca. Praca w pasiece daje mu satysfakcję i mobilizuje do nauki.

- Przez lata pszczelarstwo się zmieniło. Pasiekę prowadzi się inaczej, niż robili to mój dziadek i tata - zaznacza Borzęcki. - Dlatego ciągle się szkolę. Jestem dyplomowanym mistrzem pszczelarstwa, który chłonie każde nowinki.

I to nie tylko te związane z hodowlą i produkcją miodu. Chłonie też wszelkie informacje związane z apiterapią, czyli leczeniem chorób produktami pszczelimi. O domkach usłyszał w 2013 roku podczas pobytu na Światowym Zjeździe Pszczelarzy w Kijowie.
- Słuchałem zafascynowany, choć nie od razu uwierzyłem w jego cudowne działanie. Nikt tam, niestety, nie pokazał mi jak taki domek wygląda, ale zbierałem wszystkie informacje - wspomina pan Jan. - W głowie miałem gotową wizję domku. Stwierdziłem, że po powrocie wybuduję taki dla własnych potrzeb - dodaje.

Połóż się na pszczołach

Pierwsi do domku weszli pan Jan i jego syn Arkadiusz. Położyli się na drewnianych pryczach. Pod każdą lata 250 tys. pszczół.
- Kojące bzyczenie szybko nas uśpiło. Drzemka trwała pół godziny albo więcej. Było przyjemnie, ale różnicy nie poczuliśmy - przyznaje szczerze Borzęcki. - Dopiero kolejne sesje z pszczołami przyniosły efekty.

Według lekarzy zajmujących się apiterapią już samo przebywanie w pomieszczeniu z pszczołami działa na człowieka kojąco. Bzyczenie uspokaja, wdychanie pszczelego powietrza pomaga w oddychaniu i obniża ciśnienie. - Ja za zgodą lekarza odstawiłam tabletki na ciśnienie - wtrąca się pani Władysława. - Zamiast je łykać, chodzę do domku się wylegiwać - dodaje.

O domku Borzęckich najpierw dowiedzieli się sąsiedzi. Na początku przychodzili, żeby zaspokoić ciekawość, teraz regularnie po zdrowie. Potem do Maszkowic zaczęli przyjeżdżać ludzie z całego kraju.

- Mam astmę oskrzelową i do niedawna skarżyłem się na bóle w krzyżach. Po siedmiu sesjach wszystko ustąpiło - przekonuje Jan Kierpiec z Wadowic. - Z każdą kolejną czuję się coraz lepiej. A co najważniejsze mam więcej energii, niczym szesnastolatek, co może potwierdzić moja żona - dodaje.

Z domku Borzęckich może skorzystać każdy. Wcześniej trzeba się jednak umówić z pszczelarską rodziną.
- Nie mamy cennika. Nasi klienci apiterapię otrzymują gratis do zakupów miodu lub innych produktów z pasieki - podpowiada Jan Borzęcki. - A jeśli ktoś chce tylko poleżeć z pszczołami, to niech zostawi na cukier.

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie